Leanwashing to pojęcie mało znane, choć ze zjawiskiem spotykamy się – często nieświadomi – każdego dnia. Jest to zabieg marketingowy, który ma za zadanie takie zareklamowanie produktu, aby wydawał się on bardziej zdrowy niż to jest w rzeczywistości.

Szczególne kontrowersje budzi wykorzystywanie tej metody do reklamowania produktów spożywczych dla dzieci. Zatroskani rodzice chcący dawać swojemu dziecku jak najzdrowsze produkty zarzuceni zostają zapewnieniami, które są tylko dokładnie zaplanowaną kampanią reklamową.

Kiedy powinno nam się zapalić czerwone światło

Przykładów niestety nie trzeba daleko szukać. Pierwszy lepszy blok reklamowy w telewizji a tam – szczęśliwa rodzina zachwalająca, jako pożywne śniadanie kanapkę z kremem czekoladowo-orzechowym. A co w składzie produktu? Czołowe miejsce zajmuje cukier i olej roślinny, orzechów tylko 13%, ślad kakao i mleka (i to tylko w proszku), lecytyna, serwatka i oczywiście aromat. Więc gdzie te bogactwo orzechów, mleka i kakao? Jak taki skład wpływa na wartość odżywczą kremu? W 100g produktu mamy prawie 11g  nasyconych kwasów tłuszczowych i 57g cukru ( 11 łyżeczek!), co daje nam kaloryczność 544kcal/100g. Nie jest to, więc produkt polecany na śniadanie – szczególnie dla dzieci. Zdrowe i pełnowartościowe śniadanie to produkty pełnoziarniste, z solidnym dodatkiem białka pod postacią wędliny, jajka, twarogu czy innych produktów nabiałowych oraz owoce i warzywa.

Inny produkt polecany dla dzieci, jako zamiennik tradycyjnego śniadania to ciasteczko w kształcie misia. Reklamowane jest ono, jako idealny produkt na śniadanie dla dziecka, gdy rodzic nie ma czasu ani pomysłu na przygotowanie tradycyjnego śniadania. Rzeczywistość i tym razem nie jest tak różowa jak mówi reklama. Ciasteczko składa się z biszkoptu i nadzienia twarożkowego. I rzeczywiście biszkopt wypiekany z maki pełnoziarnistej, ale jest jej w składzie tylko o 2% więcej niż zwykłej mąki pszennej, z mlekiem, ale tylko w proszku. Słodzony syropem glukozowo – fruktozowym– tańszy niż cukier, więc dodawany na potęgę praktycznie do wszystkiego. Gorszy niż cukier, bo wg ekspertów niebezpieczny dla zdrowia (podwyższa poziom „złego” cholesterolu, wpływa na występowanie otyłości brzusznej i cukrzycy typu II). W składzie nadzienia twarożkowego – owszem twaróg, ale w proszku(!) oraz cukier i aromat. Tak więc mleko w proszku, twaróg w proszku i aromat. Czy nie lepiej kupić po prostu na śniadanie mleko, twaróg i smaczne owoce? Produkt tak wysoce przetworzony nie zastąpi dziecku śniadania.

Podobnie sprawa ma się z reklamowanymi np. cukierkami z witaminami czy „mlecznymi” batonami.

O czym należy zatem pamiętać:

Czytajmy uważnie etykiety. Produkty, które jako główny składnik mają cukier i tłuszcz nie są godne polecenia dla nikogo a już zwłaszcza dla dzieci. Im mniej przetworzony produkt i im krótsza lista składników, tym lepiej.

Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Zadbać należy więc o jego prawidłowe zbilansowanie, aby dostarczało ono wszystkich potrzebnych składników odżywczych i energii na cały dzień a nie tylko na godzinę (gdy już gwałtownie spadnie nam poziom cukru we krwi po bombie węglowodanowej).

Warto też podchodzić nieco bardziej sceptycznie do treści podawanych w reklamach – czasem lepiej jest się miło zaskoczyć niż niemiło rozczarować.

Jeśli zainteresował Cię ten temat przeczytaj również: http://wp.me/p5l2o1-4D

Leanwashing czyli żywieniowe oszustwo
Tagi: